Witaj na fishbook.pl
portalu społecznościowym
dla wędkarzy
Twórz własne łowiska, zapisuj swoje połowy oraz dziel się nimi ze swoimi znajomymi!
Analizuj sukcesy i porażki, wymieniaj doświadczenia!
Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym.
Akceptuję
08.01.2018

KARPIOWANIE czy wędkowanie, oto jest pytanie?

Do napisania tego artykułu przyczyniło się kilka sytuacji, po których naprawdę zacząłem się zastanawiać nad sensem hobby, jakie od 42 lat z uporem maniaka w sobie rozwijam i pielęgnuję. 

Refleksje pojawiły się w drodze powrotnej z planowanej od 6 miesięcy wyprawy do cudownej krainy karpiowej, jaką jest miasto Nagykalo Horgaszto na Węgrzech. Jadąc ponad 10 godzin, dość monotonną trasą, nie sztuka nie wymienić spostrzeżeń, przemyśleń, taktyk oraz wspomnień zarówno zabawnych sytuacji jak i błędów popełnionych nad wodą. 

W czasie ciekawych rozmów przypomniał się dawno zapomniany klimat i wspomnienia, których do końca życia nie jesteśmy w stanie wymazać z naszej pamięci. Mój kolega i pasażer rozmarzył się opowiadając jak kiedyś z jedną wędką zaczajony w przysłowiowych krzakach łapał dorodne liny i leszcze na sprężynkę. Obserwując z zegarmistrzowską precyzją koniec wędki, zwanej później drgającą szczytówką. 

Wspomnieliśmy też jazdę na rowerze czy piesze wędrówki przez pola, lasy i chaszcze, zazwyczaj niedostępne dla zwykłego zjadacza chleba głównie ze względu na dyskomfort towarzyszący tego rodzaju przeżyciom. Ogarnęła nas nostalgia i zaczęliśmy razem wypluwać z siebie cudowne wspomnienia. 

Jak przyjrzeliśmy się dzisiejszym wyprawom technicznym to doszliśmy do wniosku, że nie mają one nic wspólnego z prawdziwym, dzikim wędkarstwem opartym na pasji i przygodzie. Dzisiaj nie ma już miejsca na nostalgię, ponieważ w czasach gdzie nie należysz do Teamu i nie nosisz ubranek z liskiem to nie możesz integrować się z braćmi z nad lokalnych komercji i prywatnych jezior, zarybionych karpiami o wartości do 3500 złotych za sztukę. 

Niestety, dzisiejsza rzeczywistość jest bardzo brutalna i co najsmutniejsze piekielnie droga, ponieważ dla niezorientowanych przykładowy koszt średniej klasy całego wyposażenia karpiowego wynosi ok. 20 tysięcy złotych. Tu nie przesadzam i zaznaczę, iż podałem kwotę średniej klasy sprzętu. Karpiarz zaawansowany i chcący być trendy będzie już  miał sprzęt za kwotę podwójną. Nie chcę tutaj nikogo zrażać do tego pięknego sportu. Wolałbym bardziej zachęcić do powrotu do początków. Jak ja to mówię, na rybach każda ryba cieszy i każda minuta nad wodą przynosi nam niezapomniane do końca życia chwile. Tu wspomnę również o przyjaźniach, które (mogę to oprzeć na swoich doświadczeniach) opierają się próbom czasu. 

Czy myślisz drogi wędkarzu, że mając cały kombinezon łącznie z butami znanej firmy złapiesz więcej ryb? Jeśli tak to kup taki kombinezon. Jeżeli łowiłeś wszystkie ryby na swoje kulki to bądź konsekwentny i idź tym tropem. Tylko pamiętaj, wyciągaj wnioski i dużo pytaj. Nie ulegaj strategiom z Anglii ani w ciemno reklamom kulek za bóg wie ile. Testuj sam i próbuj sam, bo właśnie to sprawi Ci największą frajdę. Zapewniam, że poczujesz się dumny jak złowiona ryba będzie tylko Twoja i podejdzie do Ciebie zagubiony mały chłopiec z tatą pytając, na jaką kulkę złapał Pan tą rybę. Gwarantuję, iż urośniesz w dumę i w samozachwyt, bo cóż tu dużo gadać - strategia Twoja. 

Fajną robotę w tym temacie robi oczywiście przysłowiowy NET, gdzie można zauważyć łowców i wędkarzy. Do Was należy osąd, kogo jak nazwiecie. Ja wiem jedno - każda ryba w podbieraku zasługuje na szacunek bez względu na to, czy ma 2 czy 20kg. Sądzę, że ludzie myślący inaczej zbłądzili tak jak ja. Ja się do tego przyznaję. Do czego i Was gorąco zachęcam, ponieważ komercja przy dobrych wiatrach powoli odejdzie w zapomnienie. Może w końcu doczekamy się czasów, w których właściciele łowisk specjalnych odróżnią amura od karpia?! 

Wierzę, i co najważniejsze mam dowody na to, iż nasze dzikie zbiorniki są kopalnią i wylęgarnią ryb, o których miłośnikom wędkarstwa mogłoby się tylko marzyć. Dodam tu jednak, iż są osoby wśród nas, którym na tych wodach się poszczęściło i zaskoczyli niejednego komercyjnego kolegę. I jak śpiewają Czerwone Gitary „Wróćmy na Jeziora” czego Wam wszystkim życzę i gorąco pozdrawiam.  

Z poważaniem
Artur Krzykowski (miłośnik wędkarstwa)

Artykuł ten dedykuję mojemu koledze Grzesiowi, bez którego przemyśleń tekst ten po prostu by nie powstał.